Podlaskie klimaty i rzut oka na Białoruś
Erykradek, 30 sierpnia 2018

Zaczęło się od wielkiego BUM!!! Dworzec Warszawa Wschodnia, 10 min do odjazdu pociągu i pękła dętka. Jeszcze dobrze się event nie zaczął, a już trzeba było reanimować rower jednego z uczestników. Tak oto otworzyliśmy mobilny serwis rowerowy 🙂 Jak się później okazało, tego dnia, potrzebowaliśmy go kilkukrotnie..

Mobilny Serwis Rowerowy

Tego dnia, chyba połowa Warszawskich rowerzystów jechała na Podlasie. Pół pociągu zajmowali ludzie, a drugie pół rowery. Nam udało się ułożyć rowerową piramidę i spokojnie dojechać do Siemiatycz, gdzie spotkaliśmy się z dwuosobową reprezentacją Podlasia. Po zapoznaniu ruszyliśmy w trasę.

Piramida

Powitanie

Jedziemy

 

Pierwszym punktem naszej wycieczki była Święta Góra Grabarka. Położone ok 12 km od Siemiatycz prawosławne sanktuarium, słynie z uzdrowień. Wybudowana na wzgórzu cerkiew to cel pielgrzymów z całej Polski. Miejsce to zasłynęło z cudownego ocalenia od zarazy po modlitwach mieszkańców do cudownej ikony Spasa Izbawnika w 1710 r. Jeszcze tego samego roku, w podziękowaniu za wybawienie od epidemii, wierni postawili drewnianą kapliczkę, a z czasem wybudowali cerkiew. Niestety, w 1990 roku, świątynię strawił pożar, z którego ocalały jedynie dwie ikony. Przeniesiono je do nowo wybudowanej i stojącej do dziś cerkwi. Corocznie do Grabarki przyjeżdża tysiące pielgrzymów niosąc ze sobą krzyże wotywne. Pozostawienie krzyży intencyjnych na wzgórzu wokół cerkwi stało się tradycją pielgrzymkową. Każdego roku liczba krzyży nieustannie rośnie, dlatego trudno stwierdzić ile ich w danej chwili znajduje się na wzgórzu. Prawdopodobna liczba aktualnie ustawionych tam krzyży wynosi już ponad 10 tysięcy. W maju, corocznie Grabarka staje się miejscem spotkań młodzieży prawosławnej z całego świata. Święta Góra Grabarka słynie także z uzdrawiającego źródełka, które bije u stóp góry. Wierni obmywają się nią, aby oczyścić się z chorób. Na wzgórzu, tuż za cerkwią znajduje się żeński klasztor św. Marty i Marii.

Góra Grabarka – cerkiew

Góra Krzyży

 

 

 

 

 

 

Po wizycie w cerkwi i na Górze Krzyży, udaliśmy się na Miejsce Odpoczynku Rowerzystów wybudowane w ramach Green Velo. Ten szlak będzie nam towarzyszył prawie przez pół wycieczki.

Odpoczynek

Mor Góra Grabarka

 

 

 

 

 

 

Po odpoczynku czas ruszyć dalej – do kolejnego MORu, który znajduje się w Rezerwacie Sokóle. Zanim jednak dotarliśmy do rezerwatu, trzeba było drugi raz otworzyć mobilny serwis rowerowy i dopompować powietrze w kole w jednym rowerze, a w drugim wyregulować hamulce.  Rezerwat obejmuje fragment zachowanego starodrzewu dębowego w wieku 130 – 140 lat. Na terenie rezerwatu zlokalizowany jest jeden z najstarszych w okolicy pomników przyrody, dąb szypułkowy powszechnie nazywany tu „ojcem dębów”, mający około 350 lat. Oczywiście udaliśmy się w odwiedziny do niego i znaleźliśmy tematycznego kesza.

Kesz

Ojciec Dębów

 

 

 

 

 

 

Dobrze, że chwilę odpoczęliśmy, bo – jak się okazało – przed nami był najtrudniejszy odcinek naszej trasy. Początkowo jechaliśmy asfaltem – jakieś pół kilometra :/ Potem zaczęła się szrutówka. CMS opisał trasę najlepiej, twierdząc, że „jedzie się jak po kleju”. Gdy już wyjechaliśmy z lasu w okolice zabudowań, droga zmieniła się w piasek! Tu nie dało się jechać i trzeba było rowery poprowadzić. Dotarliśmy wreszcie do asfaltu, nabraliśmy tempa, morale wrosły i STOP! – kontrola Straży Granicznej. Jak się okazało byliśmy ok. dwóch kilometrów od granicy z Białorusią. Szybkie sprawdzenie dokumentów i przedstawienie Strażnikom naszego dalszego planu. Przy okazji zwiedziliśmy też piękny kościół w Kotarach. Chwile później dotarliśmy do granicy. Uradowani i pod wrażeniem, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.

 

Tokary

Straż Graniczna

Granica

 

 

 

 

 

 

Kolejnym punktem na naszej trasie, była przepiękna Cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich Strapionych Radość” w Koterce. Powstanie cerkwi w Koterce, nastąpiło w związku z objawieniem maryjnym, do którego miało dojść w dniu święta Trójcy Świętej w 1852. Matka Boża objawić się miała miejscowej chłopce Eufrozynie Iwaszczuk na uroczysku Koterka, gdzie kobieta zbierała szczaw, zamiast w dniu świątecznym udać się do cerkwi. Jak relacjonowała Iwaszczuk, Maryja oznajmiła, że święto zostało ustanowione, by w tym dniu modlono się w świątyni, a nie pracowano. Miejsce to zaczęło przyciągać licznych pielgrzymów, nie tylko prawosławnych, pojawiły się relacje o cudownych uzdrowieniach. Ostatecznie specjalna komisja uznała, że cud nie miał miejsca, pielgrzymki jednak nie ustawały.  29 lipca 1912 postawiono i poświęcono stojąca do dziś cerkiew.

Koterka

 

 

 

 

 

 

 

Po chwili odpoczynku, znaleźliśmy posadzonego tam kesza i ruszyliśmy w drogę powrotną – dalej na wschód nie mogliśmy pojechać 🙂 Trasa prowadziła po równiutkim asfalcie, w lesie, w ciszy i spokoju, ale nie było tak kolorowo. Mieliśmy już kilkadziesiąt kilometrów w nogach i nogi właśnie zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Nie było wyjścia – musieliśmy się podzielić na dwie grupy. Nasi Podlascy przewodnicy zabrali „zdrową” część grupy i pojechali przodem, a ja – z kontuzjowaną i zmęczoną częścią – udaliśmy się niespiesznie w stronę stacji kolejowej. Oj i tu się zaczęło! Jeden z uczestników nabawił się tak poważnej kontuzji, ze nie mógł zginać kolana, co za tym idzie pedałować. Cóż robić? Jeden rękaw przywiązałem pod swoje siodełko, drugi do kierownicy kontuzjowanego i trzeba było go wziąć na hol. Oj dało mi w kość tych kilka kilometrów. Przed nami była Góra Prowały.

Góra Prowały

Góra Prowały

 

 

 

 

 

 

Świętą Górę Prowały, niektórzy nazywają pierwszą Grabarką.  Na jej szczycie, według legendy, znalazła schronienie cudowna ikona Spassa (Zbawiciela) z Mielnika, ukryta tu podczas najazdów tatarskich. Ikonę często przenoszono z miejsca na miejsce i w końcu zaginęła. Stąd też wywodzi się nazwa góry – w języku starocerkiewnym „prowalili” znaczy „zaprzepaścili”. Na górze Prowały mieszkali niegdyś mnisi, a i teraz pielgrzymują tu wierni, stawiając krzyże. Na szczęście po każdym zdobyciu szczytu, droga wiedzie w dół i tu też tak było. Na luzie, bez pedałowania suniemy w dół. Wiatr we włosach i takie tam, aż nagle słyszę krzyk „Radek stój! Stój!” Bezgłośnie i z zaskoczenia zeszło powietrze w kole jednego z rowerów. Donieśliśmy rower w dół, zatrzymaliśmy się na przystanku autobusowym i po raz trzeci otworzyliśmy nasz mobilny serwis rowerowy. 

Serwis

Serwis

 

 

 

 

 

Niestety nie powiodły się próby ratowania sytuacji. Powietrze, które dopompowaliśmy, potrzebowało mniej czasu, by uciec, niż my, żeby zjeść kanapkę. I z tego to powodu ostatnie 7 km przeszliśmy pieszo prowadząc rowery. Cieszyłem się bardzo na myśl, że dziś przejadę kawałek Green Velo, ale do głowy mi nie przyszło, że będę po szlaku szedł 🙂

Idziemy po Green Velo

 

 

 

 

 

 

Spragnieni i lekko zmęczeni doszliśmy do kolejnego MORu, jednak naszą uwagę przyciągneła mała, niebieska tabliczka z napisem „Sklep” oraz tubylcy siedzący przed wejściem i sączący złocisty trunek.

  • Dzień dobry. Czy sklep jest jeszcze czynny? – pytam (sobota po 16.00)
  • Trzeba zdzwonić dzwonkiem i przyjdzie otworzy.

Jak na m tubylcy rzekli, tak też zrobiliśmy i faktycznie przyszła Pani, sklep otworzyła i mogliśmy zaspokoić pragnienie oraz zakupić „pamiątki” na później.

Stąd nam zostało ok. 4 km do stacji. Czas i droga mijały szybko. Jeszcze rzuciliśmy okiem na bunkier Linii Mołotowa i dotarliśmy na stacje. Chwilę po nas dotarła reszta grupy. Pożegnaliśmy się z naszymi Podlaskimi towarzyszami i oczekiwaliśmy na pociąg. W tak zwanym międzyczasie na stacje przyjechało kilka innych grup rowerowych i znów musieliśmy rowery układać w piramidkę :/

Siemiatycze – stacja

Piramida w drodze powrotnej

 

 

 

 

 

 

Nasza przygoda rowerowa opierała się w głównej mierze na Green Velo, ale spory odcinek przejechaliśmy też po lokalnych szlakach rowerowych i nie tylko rowerowych. Gorąco polecam ten region do rowerowej przygody- przepiękne krajobrazy, bezpieczne i mało uczęszczane szlaki oraz możliwość skorzystania z wielu nie-rowerowych atrakcji, czyni te okolice prawdziwie łakomym kąskiem dla każdego kolarza.

Będą Państwo zadowoleni! 🙂

 

Zdjęcia autorstwa: Fotoimpresje, StasiekM i ja

 

 

Komentarzy: 1.

  1. krcr napisał(a):

    Miejsca bliskie mojemu sercu. Mój śp. Tatko wyremontował i wykonał sporo nowych dachów na tamtejszych cerkwiach i kościołach.

    A Grabarka niestety po pożarze straciła swój urok. Asfalty, lampy oswietlające, straganu skutecznie psują urok….

    Pozdrawiam rowerzystów, a szczególnie ekipę podlaską 🙂 z

Dodaj komentarz


Możesz dołączyć zdjęcie do komentarza klikając tutaj.

OC

OpenCaching w Polsce

STRONA GŁÓWNA | FORUM | ABC GEOCACHINGU