Cześć.
Możecie wierzyć lub nie, ale ten wpis kosztował mnie dużo wysiłku.
Dawno temu zobowiązałem się, że przeniosę „na papier” nasze nieoficjalne spotkania, ale zawsze brakowało jednej z dwóch rzeczy: czasu albo weny.

O co się tu rozchodzi tak w ogóle?

Otóż od jakiegoś czasu (bardziej dawno niż niedawno 😛 ) spotykamy się pewną grupą na nieformalnych spotkaniach keszowych.

Geneza jest zawiła jak świński ogon, ale postaram się wszystko to opisać w miarę przejrzyście.

Wiele, wiele lat temu poznałem Staśka (w serwisie znany jako stasiekm). Obaj mieszkaliśmy wtedy w jednym bloku na uroczym osiedlu w Białymstoku.
Znajomość przetrwała wiele lat i gdy „wyfrunęliśmy z gniazdka” nadal mieliśmy ze sobą kontakt. To ja (nie chwaląc się) zaraziłem Stacha szukaniem pudełek śniadaniowych i probówek po moczu…

W pewnym momencie Stach zainteresował się szeroko pojętą „zabawą w liny”, a że zawsze wszystko robił na 200%, tak więc i w tym przypadku poszedł po całości.

Tak narodził się pierwszy jego wyjazd na Śląsk, czego efektem było zdobycie chyba najtrudniejszej skrzynki w serwisie Opencaching.pl (obiektywnie) „Bez odwrotu

Kesza zrobiliśmy jesienią 2015 roku i od tego czasu zaczęliśmy się spotykać na śląsku w celu keszowania. Nie nastawialiśmy się jednak na tzw „parapetowce” i „szybkie kesze”.
Zaczęliśmy od keszy z serii „Ekstremalny Bytom i okolice”. O tym może kiedyś napiszę więcej.

Wracając do meritum. Stach poznał ekipę warszawską (gdzie zamieszkał), ja opolską (analogicznie). I w takim to składzie odbyliśmy parę fajnych i wymagających „eventów”.

W tym miejscu chciałbym opisać nasze ostatnie spotkanie, które odbyło się w dniach 20-22 kwietnia 2018 roku.

Tradycyjnie spotkanie było mocno omawiane na naszej grupie (Facebook). Wybieranie daty, ustalanie planów… I jak zwykle wszystko to zostało olane i zrobiliśmy spotkanie na spontanie.
Spotkaliśmy się bardzo późnym wieczorem, w piątek 20.04 niedaleko kesza „tunel Beuthen-Berlin”. Teren blachówki, jest tam parę keszy LadyMoon z serii „Ekstremalny Bytom i okolice”.

Nas przyciągnął tam spokój jak i eksploracja dalszych tuneli pokazanych w keszu „skarbnik – Duch podziemi„.

Teraz chciałbym przedstawić Wam ekipę tego opałowego składu…

Opolskie:
– Krzysiek, Belkaa
– Ja – Karol, czyli krcr
Mazowieckie:
– Weronika, Werrona
– Paweł, p_nowik
– Stasiek, stasiekm
– Piotrek, mielan (kolega Staśka ze speleoklubu)
Śląskie:
– Najgorszy keszer bez uprawnień ze śląska (o którym później)

Z Belką na kordy przybyliśmy chwilę po zmroku i zajęliśmy się rozpalaniem ogniska. Warszawskie słoiki jechały i jechały… W międzyczasie odwiedził nas najgorszy keszer śląska.
Instruktor bez papierów na uprawnienia, wredny i czepialski… Taki śląski wrzód na tyłku… (badumtssss) Grzesiek, aka Deg!!
Razem ze swoim psem Grizerem (który miał obrożę ufoka) zasiadł z nami do ognia. Zaraz po nim zjawiła się „warszawka”. Tak więc do późnych godzin nocnych oddawaliśmy się ulubionej czynności jaką było: jedzenie kiełbas z ogniska, picie nalewki, rozmawianie…
Powitalne ognisko
Dokładnie nie pamiętam, ale około 2-iej nad ranem Weronika dała się mi podpuścić, że zdobędzie kesza „Tunel Beuthen-Berlin” w samych woderach! Założyliśmy się o pół litra „Kubusia”.
Eh! Zdeterminowana baba jest gorsza od Epidemii i plag egipskich 🙁
Poszła po kesza jak dzik w paśnik i zostało mi tylko spuszczenie nosa na kwintę 🙁 (smuteczek).
Werrona idzie jak po swoje!Werrona idzie jak po swoje!

Aha, zapomniałem o jednej ważnej rzeczy. Podczas każdego spotkania mamy głupawki pod kątem „zwierzęcym”. Zaczęło się od bobra, który napadł nas podczas zdobywania „Hades – bóg świata podziemnego – OP81TE„.
Podczas tego spotkania mieliśmy głupawkę na atakujące z trawy traszki (heil belkaa!), oraz śląską sepsę (brodzenie w brudnej wodzie, o czym później).

Ale, Ad rem jak to mawiali Rosjanie…
Weronika zdobyła „tunel”, nam miny zrzedły i pozostało pójść spać.
Tradycyjnie spaliśmy pod chmurką w śpiworach, na plandece, którą przywiózł Stach. Jedynie Belkaa i Weronika rozbili swoje namiociki burżuje!!

Bum CAMP 2
Mnie nad ranem obudził chrapiący Paweł, który zasnął na siedząco bo nie dałem mu spać swoim chrapaniem (incepcja – żyj z tym).

Paweł śpi na siedziąco

Po przebudzeniu i jako-takim śniadaniu ruszyliśmy na kesze. Ou YEAH!
Ruszyliśmy na dwa auta, krótkofalówki w dłoni i akcja!
Zaczęliśmy od górnego C – „Kryśka – BONUS extreme – OP8Q3D” by DEG. O BORZE TUCHOLSKI, co to jest za kesz!
Nie opiszę go Wam – MACIE W TE PĘDY TAM JECHAĆ I ZDOBYWAĆ PÓKI STOI!!! Miód i cebula na serce keszera lubującego się w urbexach.
Gęsia skóra na rękach i wytrzeszcz oczu!
A! i nie wspomniałem Wam, że wtedy miałem chore kolano i łaziłem z takim spuchlakiem w ortezie. Niemniej było warto się męczyć! Zajedwabisty kesz (chodzi o lokację i widoki).

Kryska I

Potem pojechaliśmy na „Elektrociepłownia Szombierki – schron przeciwlotniczy – OP841C„. Obiekt ładny, ale nie można bezkarnie bobrować po wnętrzach samej elektrociepłowni 🙁

Następnie obraliśmy za cel „Tunel… – OP80S6 „. Tu za wiele nie napiszę. Kesz ok.
Dalej… „Szyb Klara – Kopalnia Brandenburg – OP6491„, „Kopalnia Brandeburg, najstarsza kopalnia na Śląsku – OP3481″.
Potem pojechaliśmy na kesza „Francik – OP87ER„, oraz „Francik – BONUS extreme – OP87ES„.
Staliśmy i kminiliśmy jak uderzyć, czekaliśmy aż mugole przejdą… A werrona… A werrona wlazła i postanowiła, że wejdzie na bonusa od środka, po konstrukcji. Zimny dreszcz nas chwycił.
Doszła do połowy, zanim jej wyperswadowaliśmy, aby zeszła jednak i poszła jak reszta… Szatan nie kobieta!

Potem zmiana klimatów na Zabrze (a może nie opuszczaliśmy Zabrza? Grom ich wie z tym Śląskiem!). Poszliśmy na kesza „Ceglana – OP1837„, którego już kiedyś próbowałem zdobyć (bez powodzenia). Tym razem szybko i bez problemu.
Następnie kopsnęliśmy się na „Biohazard„, którego niestety nie zastaliśmy, ale miejsce ciekawe…
(Coś Wam to przypomina? 😛 )

Czas na Ekstremalny Bytom i „Monotlenek diwodoru – OP858C” Bardziej męczący niż ekstremalny, ale kto co lubi…

(Upiory z podziemi zeszły na zawał na ich widok)

Potem „Upiorna siedziba bogini Hel – OP858B„. i walka ze śmieciami… Znam lepsze kesze niż te, gdzie brodzi się w „hasioku”.

Na tym zakończyliśmy dzień pełen wrażeń i… I udaliśmy się na pizzę! Tak! Umorusani jak świnie i spoceni… Do lokalu myk! Poprosimy sto trzy miliardy pizzy i 40 tysięcy dzbanków pepsi…
Chyba tylko dzięki napiwkowi, nas stamtąd nie wywalili…
#TakTrzebaŻyć

Na nocleg wróciliśmy na blachówkę…
Rano mieliśmy tylko jeden plan. Spakować się i kopsnąć na „Julkę„.

Wyszło jak wyszło 🙂

Ale najpierw spacerkiem po pobliski keszJak Świetlik chłopa poratował – OP8DSG„. Tylko ja wiedziałem co autor miał na myśli (po zdobyciu jego wspaniałego projektu SY). Ale ze spokojem patrzyłem jak Belkaa dewastował kesza próbując zdobyć go siłowo ;P
Jako, że Werona nie spuszczała się nigdy, Stasiek zaproponował że jej zrobi dobrze. I tak oto Weronika szarpnęła „Karę śmierci – OP380F. Były to jej debiuty więc tym bardziej należą się brawa

Po spuszczeniu Werrony udaliśmy się (tzn beze mnie) na „
Skarbnik – duch podziemi – OP8511
. Mieliśmy go wszyscy prócz Weroniki, niemniej Stach chciał jeszcze pobobrować trochę po pozostałych korytarzach… Nie było ich parę godzin, ale wyprawa się raczej udała.

Czas na ostatniego w planach kesza – Julkę. Pakujemy obóz „II Blachówka” i robimy drajwina.
Na miejscu okazało się, że jest tak gorąco, że nikomu nic się nie chce. Sprzętu też za bardzo nie mamy, no ale… Skoro przyjechaliśmy, to nie będziemy teraz zawracać.
Ok… to walimy po skrzynkę z rozpędu „na sznurówkach”. Stach i Paweł już tam byli podczas ostatniego najazdu na Śląsk, ale robią wypad dla nas…
Na zewnątrz zostaje Paweł (był już na Julce, więc pilnuje bambetli). Włazimy na kawałku liny. Dookoła stado maksymalnie irytujących muszek lgnie do światła, jest niekomfortowo. Na miejscu szybki wpis i wypad.


Po wyjściu przebieramy się „w miarę do ludzi” i rozjeżdżamy.

Wiecie co? Nie kesze tu były ważne. Może były pretekstem, ale nie odegrały tu większej roli.
Ważni byli ludzie, którzy się spotkali i razem zdobywali skrzynki.

„Czuje dobrze człowiek”. Słoiki są super. Przyjechali tyle kilometrów na śląsk (kolejny raz, ciekawe kiedy im się znudzi? 🙂 ), deg jest ok, przyjechał do nas w nocy na pogaduchy… Deg jest nawet bardzo ok, bo przywiózł nam nawet chłodne piwo!
Było świetnie….
Świetnie w tym sztywnym wieku pospać znów pod chmurką w śpiworze i jeść kiełbasę śląską co spadła w żar… I nie myśleć o pracy, o kredytach i tym całym doczesnym i smutnym dorosłym życiu.

Wiem, że nigdy tekstem nie oddam atmosfery tego spotkania, ale zawsze będę się starał. Kto wiem, może kiedyś na tyle wspomnę wrażenia że opiszę nasze poprzednie spotkania…

Opencaching to nie tylko pudełka, to są przede wszystkim LUDZIE!

Pozdrawiam i zapraszam do komentowania!

Wszystkie fotki można obejrzeć TUTAJ.

komentarze 2 .

  1. AER napisał(a):

    Ciekawy wpis na tematy AERointeresujące. Dzięki. 🙂
    Trochę to przypomina keszoeksploracje Załogi Festung Breslau i tak, w zw. z tym zapraszamy na Dolny Śląsk, gdzie gimnastycznych-klimatycznych keszo powstaje coraz więcej.
    Dzięki za tekst!

  2. KrystianT napisał(a):

    Rzadko czytuję bloga, ale tu się trochę zawiodłem. Napisałeś, że Weronika dała się podpuścić na zdobywanie kaesza w samych woderach, a na fotce jednak ma coś więcej ubrane 😉 Jeśli to był kaiś zakład, to go przegrała…

Dodaj komentarz


Możesz dołączyć zdjęcie do komentarza klikając tutaj.

OC

OpenCaching w Polsce

STRONA GŁÓWNA | FORUM | ABC GEOCACHINGU