Czarnobyl one more time
Erykradek, 26 czerwca 2018

W połowie czerwca kolejna grupa szaleńców, wybrała się na Ukrainę, by zwiedzić Kijów i jego okolice oraz Czarnobylską Strefę Wykluczenia. Na Ukrainie byliśmy łącznie 3 dni.

Lecieliśmy z różnych miast w Polsce: Warszawa, Gdańsk, Katowice i w różne dni: piątek i sobota, więc miałem pewne obawy, czy się odnajdziemy, lecz ostatecznie na kordach i o odpowiedniej godzinie nie zabrakło nikogo. Przygody zaczęły się już od momentu kwaterowania. Ile ja się tam stresu i nerwów najadłem, ale wszystko skończyło się dobrze i każdy dostał od hostelu po piwie na „dzień dobry”. W czasie kwaterowania wywiązała się spontaniczna integracja, która w pewnym momencie przeniosła się do parku Drużby Narodów na wesołe miasteczko i na trawkę, a po powrocie do hostelu, potrwała do 3 rano 😉

Integracja

Kiedy wszyscy mieszkańcy hostelu jeszcze spali, my już o 6 rano wstawaliśmy ku czekającej nas przygodzie w Czarnobylu. Przecież nic nie może pójść źle o 6 rano w niedzielę.  Zaspanych i zmęczonych integracją keszerów, jest bardzo trudno obudzić i doprowadzić do używalności. Śniadanie i prysznic, pakowanie się i sprawdzanie dokumentów, zbiórka przed hostelem i liczenie. Ruszyliśmy – 15 min opóźnienia. Jeszcze sklep po drodze i niespodzianka – ktoś wrócił do hostelu po dokumenty, a inni ruszyli na poszukiwania. Mijają kolejne cenne minuty. Gdy jedna osoba się odnalazła, okazało się, że poszukiwacze poszli w inną ulicę niż hostel i się zgubili 🙂 Ostatecznie dotarliśmy na miejsce zbiórki pół godziny po czasie, na szczęście organizatorzy odebrali jednego z miliona smsów, które wysłałem i poczekali na nas. Około 8 rano ruszyliśmy do Zony.  W czasie jazdy mieliśmy okazję obejrzeć film przybliżający historię miejsca, do którego jechaliśmy.

 

Po około 2 godzinach dojeżdżamy do punktu kontrolnego Dityatki, który wyznacza odległość 30km od miejsca wybuchu. W tym miejscu sprawdzane są nasze paszporty oraz przepustki. Wszyscy są podekscytowani, ale klimat jeszcze „na wesoło” – to się później zmieni.

Na wesoło

Pierwszy punkt kontrolny

 

 

 

 

 

 

Pierwszym naszym przystankiem jest Czarnobyl. Miasto jest malutkie, stoją tam bloki z wielkiej płyty, obecnie częściowo zamieszkane przez pracowników Zony. My oglądamy Anioła – symbol Czarnobyla, pomnik-mapę Zony oraz muzeum. To ostatnie robi na mnie ogromne wrażenie. W mieście zobaczyliśmy także ostatni pomnik Lenina, składowisko maszyn wykorzystywanych do oczyszczania reaktora i budynek, w którym byli sądzeni sprawcy katastrofy. W Czarnobylu zatrzymamy się jeszcze na kilka minut w drodze powrotnej.

Składowisko maszyn

Sweet focia z Leninem

 

 

 

 

 

 

Na początku wyprawy mieliśmy okazję obejrzeć ogromy radar DUGA-1, czyli słynne Oko Moskwy. Radar poraża swoim ogromem. Jedzie się do niego kilkukilometrową drogą schowaną w lesie, której fragment kiedyś służył jako lotnisko. Dziś znajduje się na terenie Zony, ale ciekawostką, o której prawie nikt nie wie jest to, że nie ma żadnego związku z Czarnobylem, Prypecią, czy elektrownią. Był to ściśle tajny obiekt militarny.  Strefa ok. 6 km od radaru była strzeżona i wyznaczały ja tabliczki z napisem: „Jeśli pójdziesz dalej, zastrzelimy Cię bez ostrzeżenia”.

DUGA

DUGA

DUGA

O kurka! Jakie to wielkie! 😉

 

 

 

 

 

 

Przejeżdżając przez punkt kontrolny Leliv wkraczamy do strefy 10km. W tej strefie panuje absolutny zakaz zamieszkiwania. W strefie można przebywać jedynie czasowo – tak jak my zwiedzający – w godzinach 10 – 17. Pierwszym punktem w strefie 10km jest miejscowość Kopachi. Było to jedno z miejsc na mapie Ukrainy, które najbardziej ucierpiało na skutek wybuchu reaktora nr 4. Wszystkie budynki zostały zburzone i przysypane ziemią. Wzdłuż ulicy można zobaczyć kopce, na szczycie których stoją tabliczki z ostrzeżeniem o miejscach szczególnej radioaktywności. Jedynym ocalałym budynkiem jest przedszkole, do którego wchodzimy. Z tyłu przedszkola znajduje się ogród, do którego lepiej się nie wybierać bez dozymetru. Przy drodze, przed przedszkolem, stoi pomnik ku czci bohaterów, którzy oddali życie i zdrowie, aby zminimalizować i usunąć skutki awarii.

Przedszkole

Pomnik przed przedszkolem

 

 

 

 

 

 

Następnie jedziemy pod sam reaktor nr 4 oraz budowany obok nowy sarkofag. Na chwilę zatrzymujemy się na wprost nigdy nie ukończonego reaktora nr 5.

Reaktor nr 5

Na placu przed reaktorem, stoi kolejny pomnik ku czci bohaterów. Ponieważ stary sarkofag był przewidziany na 30 lat, obecnie się rozpada i jest nieszczelny, obok budowany był nowy sarkofag, który w założeniach ma zabezpieczyć miejsce katastrofy na kolejne 100 lat. Jest to ogromna konstrukcja, której budowa pochłonęła kilka miliardów dolarów.  3 listopada 2016 r., kiedy budowa została ukończona, rozpoczęła się akcja nasuwania Sarkofagu na reaktor nr 4. Obecnie widać już tylko Sarkofag, ale mi udało się jeszcze zobaczyć reaktor; pierwszy raz w zonie byłem 28.10.2016 roku, na kilka dni przez zasłonięciem.

Przed reaktorem nr 4

Przed reaktorem nr 4

 

 

 

 

 

 

Nie samym zwiedzaniem człowiek żyje – trzeba też coś zjeść. Udajemy się na stołówkę do kantyny pracowniczej. Dostajemy całkiem solidny obiad – zupę, kaszę/ryż, kurczak/mięso – do wyboru – drożdżówkę i dwa rodzaje kompotu. Przed wejściem na salę stołówki należy przejść przez bramkę, która sprawdza poziom promieniowania. Głównie chodzi o to, czy na ubraniach nie osadził się radioaktywny pył – wszyscy przechodzimy bez problemu 🙂

Kontrola

Kontrola

 

 

 

 

 

W końcu nadchodzi czas na największą ,,atrakcję”, czyli opuszczone miasto Prypeć. Miasto znajduje się ok. 4 kilometry od elektrowni. Zamieszkiwało je prawie 50 tysięcy ludzi. Ewakuacja trwała 3 godziny, a ludzie opuszczali swoje mieszkania zabierając tylko najpotrzebniejsze rzeczy, będąc w przeświadczeniu, że za kilka dni będą mogli wrócić z powrotem. Zanim wjedziemy do miasta, stajemy przy znaku – nazwie.

Prypeć – uczestnicy eventu

Zwiedzanie zaczynamy od głównego deptaku miasta, który mocno zarósł przez ostatnie 30 lat. Po lewo znajduje się ekskluzywny dom towarowy, do którego kiedyś na zakupy przyjeżdżali mieszkańcy Kijowa, po prawej Hotel Polesie. My natomiast udajemy się na wprost w stronę Domu Kultury „Energetyk”.

Hotel Polesie

w stronę Domu Kultury „Energetyk”

 

 

 

 

 

 

Kiedy mówi się o Czarnobylu, bądź też Prypeci, zazwyczaj człowiekowi w głowie pojawia się obraz wesołego miasteczka: zardzewiały diabelski młyn i samochodziki elektryczne.
Udajemy się więc do parku miejskiego. Wesołe miasteczko miało zostać otwarte 1 maja 1986 r. Po wybuchu reaktora (26.04) władze otworzyły miasteczko kilka dni wcześniej, chcąc tym uspokoić mieszkańców.

Wesołe miasteczko

Wesołe miasteczko

Wesołe miasteczko

Brum Brum w Czarnobylu 😛

Mijamy diabelski młyn i idziemy dalej ścieżką przez dość gęsty las. Gdy z niego wychodzimy, naszym oczom ukazują się trybuny widowni. To, po czym szliśmy, jeszcze 30 lat temu było murawą boiska piłkarskiego.

Wyjeżdżamy z Prypeci. W pamięci mam fragmenty filmu, który oglądaliśmy w autobusie, pokazujące ładne, bogate, schludne miasto Prypeć, bawiące się dzieci, szczęśliwe rodziny. Zderzenie z obrazami zarejestrowanymi raptem kilkanaście minut wcześniej sprawia, że przechodzą nam ciarki po plecach.  W punkcie kontrolnym Leliv przechodzimy przez skanery, identyczne jak na stołówce. Tak jak poprzednio, wszyscy są czyści.

Ponownie wjeżdżamy do miasta Czarnobyl i zatrzymujemy się przed pomnikiem ku czci strażaków ,,Tym, którzy ocalili świat”, którzy jako pierwsi udali się na miejsce wybuchu. Większość z nich zmarła na skutek silnego napromieniowania w specjalistycznych szpitalach w Moskwie w przeciągu kilku tygodni. Lokalizacja pomnika jest nieprzypadkowa – z tyłu stoi budynek wciąż funkcjonującej jednostki straży pożarnej.

Tym, którzy ocalili świat

Zbliżając się do granicy 30 kilometrów od elektrowni, stajemy jeszcze przy znaku-nazwie Czarnobyl, gdzie robimy obowiązkowe pamiątkowe zdjęcie:)

Czarnobyl – znak

Dojeżdżamy do punktu kontrolnego Dytyatky, gdzie po raz ostatni przechodzimy przez skanery. Gdyby u kogoś z nas wykryto promieniowanie, jego odzież i przedmioty osobiste zostałyby zabrane na specjalne czyszczenie. Gdyby i to nie pomogło, rzeczy te zostałby zarekwirowane. Na szczęście nie było takiej konieczności.

Droga powrotna minęła nam niespodziewanie szybko, bo wszyscy usnęliśmy 🙂 Po przyjeździe do Kijowa, ta bardzo zmęczona część grupy udała się do hostelu, a niezmordowani i ciekawi pojechali do Bykowni, by odwiedzić Polski Cmentarz Wojenny.

Cmentarz został utworzony w latach 2011–2012 z inicjatywy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Na cmentarzu w zbiorowych mogiłach spoczywają szczątki 3435 polskich obywateli z Ukraińskiej Listy Katyńskiej, zamordowanych w 1940 roku przez funkcjonariuszy NKWD. Jest czwartym cmentarzem katyńskim, po otwartych w roku 2000 cmentarzach w Lesie Katyńskim, Miednoje i Charkowie. Na cmentarzu znajdują się m. in.: ołtarz z nazwiskami ofiar, Dzwon Pamięci oraz symbole religijne podkreślające wielowyznaniowy charakter II Rzeczypospolitej: krzyże – łaciński i prawosławny, gwiazda Dawida i półksiężyc. W Kijowie – Bykowni spoczywają Polacy więźniowie z więzień zachodniej Ukrainy, a więc z terenów dawnej południowo-wschodniej Polski, z takich miast jak Lwów, Stryj czy Włodzimierz Wołyński. Są to urzędnicy, żołnierze, funkcjonariusze policji i część inteligencji, aresztowana przez NKWD po wkroczeniu Armii Czerwonej 17 września 1939 r. O obecności żołnierzy polskich świadczą liczne znaleziska guzików wojskowych, fragmenty obuwia (trzewiki i buty oficerskie), pozostałosci menażki, a także jeden nieśmiertelnik.

Bykownia

Bykownia

Bykownia

 

 

 

 

 

Po tak intensywnym dniu większość grupy padła jak nieżywa, ale było też kilka osób, z którymi poszliśmy na integrację na Majdan Niezależności. Pokaz grających fontann i piwko nad zegarem było idealnym zakończeniem tego pełnego wrażeń dnia.

Zegar na Majdanie

Ostatni dzień wycieczki to był dla mnie jako pilota rollercoaster bez trzymanki 🙂 Mieliśmy wstać, zjeść śniadanie i pozwiedzać/pokeszować, ale… „Ekipa Pomorska” udała się na lotnisko. „Część grupy stwierdziła, że zostaje w hostelu i śpi, część zwiedza na własną rękę i tylko połowa grupy udała się do Meżyhirii. W ciągu dnia z jednymi się spotykaliśmy i innymi rozstawaliśmy, czekaliśmy na siebie w „umówionym miejscu”, ale po przeciwnych stronach kościoła, szukaliśmy toalety, którą znajdowaliśmy „w ostatnim momencie”, a niektórzy, pod wpływem translatora w płynie, ucinali sobie pogawędki z tubylcami o życiu codziennym na Ukrainie.

Meżyhiria to wioska położona ok. 20 km od Kijowa, gdzie znajduje się rezydencja byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowicza, dziś Muzeum Korupcji, ponieważ została wybudowana z pieniędzy państwa. Teren posiadłości jest ogromny, według niektórych szacunków 140, a innych nawet 160 hektarów. Jak łatwo się domyśleć, powoduje to pytania o sposób przemieszczania się po nim. I możliwości mamy kilka. Po prostu pieszo, z czego sami korzystaliśmy. Druga opcja to wypożyczenie roweru, co uskuteczniła część grupy, która przyjechała tu popołudniu. Można też dołączyć do osób zwiedzających meleksem. Oprócz samej willi i znajdującej się przy niej znakomicie zadbanych ogrodach, możemy dotrzeć do pól golfowych oraz w części przy Zatoce Kijowskiej, do zwodowanego galeonu, będącego niegdyś prywatną restauracją Janukowycza z widokiem na „kijowskie morze”.

Meżyhiria zdj z OP8JEG

Meżyhiria zdj z OP8JEG

Meżyhiria zdj zOP8JEG

Meżyhiria zdj z OP8JEK

 

 

 

 

 

 

Po powrocie do Kijowa, udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Przewodnikami były kesze z dwóch istniejących tam geościeżek. Pokazują one miejsca must see dla każdego turysty m. in. Park Wiecznej Chwały, Muzeum i Pomnik Wielkiego Głodu, Ławrę Peczersko Kijowską, Muzeum II wojny Światowej. Zobaczyliśmy także kilka stacji metra, w tym Arsenalną – położoną najgłębiej na świecie, przejechaliśmy się zabytkowym Funikularem i zjedliśmy obiad w Puzatej Chacie 😉 Ostatecznie spotkaliśmy się wszyscy na Majdanie Niezależności, skąd „ekipa Warszawska” ruszyła na lotnisko na samolot do Polski, żegnana przez „ekipę Katowicką”, która w Kijowie została o jeden dzień dłużej.

Złote Wrota marzec 2016

Muzeum II WŚ marzec 2016

Monaster św. Michała Archanioła pod Złotymi Kopułami marzec 2016

Muzeum II WŚ marzec 2016

Ministerstwo Spraw Zagranicznych marzec 2016

Majdan Niezależności

Majdan Niezależności

Ławra Peczersko Kijowska marzec 2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O. K. chyba czas kończyć. W tym wpisie skupiłem się szczególnie na Zonie, ale to ona była główną atrakcją tego wyjazdu. Potwierdza to fakt, że niektórzy byli tam dwa razy, a ja już trzeci i myślę, że nie ostatni. Kijów – pomimo, że odwiedziłem go wielokrotnie, to chce mi się tu wracać, a miasto wciąż skrywa tajemnice i mnóstwo niebanalnych miejsc. Ten wyjazd był szczególny ze względu na wielkość grupy (aż 21 osób), program i uczestników. I to dzięki Wam – uczestnikom, ten wyjazd był też tak ciekawy. Dzięki za wspólne chwile, dzięki za pretekst, by znów odwiedzić Zone i Kijów, dzięki za wspólny czas, który na długo zostanie w pamięci. Bez Was by tego nie było!

Kijów

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz


Możesz dołączyć zdjęcie do komentarza klikając tutaj.

OC

OpenCaching w Polsce

STRONA GŁÓWNA | FORUM | ABC GEOCACHINGU