Tajemnice Twierdzy Ustka
G0cha, 12 września 2015

Pogoda była jak marzenie. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy wybierałam się na kesze bez obaw, że dostanę udaru. Nie trzeba było targać ze sobą trzech litrów wody zastanawiając się przy tym, czy taki zapas na pewno wystarczy, żeby nie umrzeć z pragnienia. Komary nie żarły, nie czepiały się kleszcze. Nie było potrzeby nakładania na siebie lepkiej warstwy repelentu na wcześniej nałożoną lepką warstwę kremu z filtrem. Nie było dylematu, czy założyć spodnie krótkie, bo upał, czy długie, bo komary i chaszcze. Jedyne o czym trzeba było pamiętać, to żeby przy wysiadaniu z samochodu zabrać parasol, ale o tym akurat trudno było zapomnieć.

Odkrywanie tajemnic twierdzy Ustka rozpoczęliśmy w sobotę o piątej rano od wgrania świeżo opublikowanych keszy. Następnie w składzie: Joanna, Paweł, Andrzej i Gocha wyruszyliśmy z Warszawy nad morze. Jazda samochodem trwała, jak to zwykle bywa, dłużej niż planowaliśmy, ale udało nam się dotrzeć na czas na otwarcie spotkania w baterii Blüchera. Jednak i tak nie mogliśmy pozbyć się wrażenia, że rozpoczęta bladym świtem podróż trwała cały dzień.

wpis do kesza na baterii Blüchera

wpis do kesza na baterii Blüchera

Na miejscu zbiórki byliśmy godzinę przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy, postanowiliśmy więc zgarnąć jeszcze kilka najbliższych keszy i o godzinie 16:00 zjawiliśmy się znowu na umówionym waypoincie, gdzie powitali nas gospodarze spotkania – Dulusy. Po wysłuchaniu barwnych opowieści przewodnika o planach stworzenia z Ustki jednego z ważniejszych niemieckich portów, o XIX-wiecznym kąpielisku i o nadmorskich upiorach i uroczyskach oraz po zwiedzeniu bunkra ruszyliśmy na dalsze łowy. Jak się okazało, keszerska część programu była tak intensywna, że mieliśmy wrażenie, że zajęła nam cały dzień. Zresztą emocji od rana było tyle, że starczyłoby ich na trzy dni. Wieczorne ognisko urozmaicone wymianą mobilniaków i ownów, keszerskimi opowieściami, które w niczym nie ustępują opowieściom morskim oraz rozmowami ze znajomymi nie widzianymi od miesiąca albo i dwóch oraz z keszerami widzianymi po raz pierwszy, również pozostawiło po sobie wrażenie, że trwało cały dzień.

Swoją drogą, niektórzy przy ognisku musieli spędzić naprawdę dużo czasu, bo kiedy nasza czwórka o godzinie 9:00 rozkładała się do śniadania, to na ogniskowej polanie wprawdzie nikogo nie było, ale ogień płonął tak żwawo, jakby jeszcze przed chwilą ktoś przy nim siedział.

działobitniaNiedzielę spędziliśmy łażąc po lesie w dość szybkim tempie. Mieliśmy bowiem ambitny plan, aby zdobyć minimum potrzebne do zaliczenia ścieżki. „Twierdza Ustka” to ścieżka dla tych, co lubią się wspinać, czołgać, przeciskać w ciasnych tunelach i włazić w dziury. Tym, którzy cierpią na klaustrofobię niedogodności keszowania zrekompensują pomysłowe kesze. A wszystkim z pewnością spodoba się piękny las. Niektóre skrzynki były tak blisko brzegu, że nawet raz, czy dwa była okazja szybciutko zerknąć na morze. Szczerze mówiąc, obawiałam się trochę, że spędzę weekend w Ustce a morza nie zobaczę. Nie było czasu, żeby pójść na obiad, a co tu mówić o podziwianiu widoków. Ostatnie skrzynki zdobywaliśmy już ciemną nocą w siąpiącym deszczu. Właśnie w takich okolicznościach jeden z keszy uświadomił nam, że przecież jesteśmy nad stawem upiorów! Wracając do samochodu co chwila sprawdzaliśmy, czy aby na pewno nikogo nie brakuje. Chociaż, gdyby się okazało, że grupa o jedną osobę się zwiększyła, to byłoby to nie mniej przerażające.

Ustka

W każdym razie w niezmienionym składzie dotarliśmy do miasta. Po kolacji Paweł z Joanną wsiedli w autobus, który zawiózł ich do Warszawy, a my z Andrzejem wróciliśmy na camping z planem odwiedzenia następnego dnia innych nadmorskich miejscowości.

 

Komentarzy: 1.

  1. subo pisze:

    Zabawa była przednia. Już niedługo zdjęcia – wszystkich na nich nie ma, ale kto jest to się ucieszy :D

Dodaj komentarz


Możesz dołączyć zdjęcie do komentarza klikając tutaj.

OC

OpenCaching w Polsce

STRONA GŁÓWNA | FORUM | ABC GEOCACHINGU