Przygoda na „Wąskiej ziemi”
kociewie, 12 lipca 2015

Stworzenie serii skrzynek na terenie Niziny Walichnowskiej, malowniczego, ważnego historycznie i kulturowo, choć nieco zapomnianego zakątka Kociewia, chodziło mi po głowie od ponad roku.
W końcu decyzja zapadła.
Do roboty!

No, ale kesze to jedno, warto by to jakoś zapromować, stąd padł pomysł organizacji eventu.

DSCF3938

Na szczęście na Kociewiu sporo przyjaznych ludzi, a więc w przedsięwzięcie włączył się Mariusz Śledź, regionalista, emerytowany dyrektor szkoły w Małych Walichowach, który swoją wiedzą pomógł mi znaleźć najciekawsze miejsca i fakty z dziejów tego obszaru.

Kilka słów o Nininie Walichnowskiej:

„Wąska ziemia” to pierwsza, średniowieczna nazwa Niziny Walichnowskiej. Przylegająca do lewego brzegu Wisły wąska kociewska kraina przez stulecia sukcesywnie i z coraz większym zaangażowaniem wydzierana była królowej polskich rzek…

Geościeżka poświęcona Nizinie Walichnowskiej ma przybliżyć dzieje tego mało znanego zakątka. Opowiemy o walce z przyrodą, licznymi powodziami, zwiedzimy zabytki hydrotechniczne. Pokażemy też kawałek historii cofając się do wczesnego średniowiecza, zatrzymując się na chwilę w czasach krzyżackich, poznamy historię pierwszego na ziemiach polskich związku wałowego, ruszymy śladami mennonitów oraz odwiedzimy miejsce pierwszej w dziejach porażki polskiej husarii.

Wszystko w niesamowitym nadwiślańskim krajobrazie…

Do zabawy zaprosiliśmy także osoby związane z regionem, które organizują wiele fajnych przedsięwzięć, a geocaching jest dla nich nieznany. Podczas eventu była okazja poznać „z czym to się je”.

W ten weekend (4.07.15) zaproszono mnie na świetną zabawę w terenie – geocaching. To nowy, nieznany dla mnie rodzaj aktywności na łonie natury dający możliwość poznania piękna i historii otoczenia. W jaki sposób się bawimy? Szukamy skarbów – tzw. „skrzynek”, „keszów” sprytnie ukrytych przez innych uczestników gry. Wskazówką do odkrycia skarbu są zagadki, rebusy lub inne zadania umieszczone na specjalnym portalu. Odnalezienie skrzynki potwierdzamy wpisem. Już wiem, że złapałam bakcyla i będę propagować ten rodzaj wśród znajomych i uczniów.

Marzenna

Cieszę się, że to urokliwe miejsce rozpaliło na nowo ogień w sercu Czarodzieja:

IMG_0057

Gdy zobaczyłem informację o nowej skrzynce typu event w okolicy między Nowem a Gniewiem dość mocno się zdziwiłem. Fakt nie znałem za dobrze tych stron, ale jak by nie patrzeć to już rzut beretem do rodzinnego Grudziądza. Ciężko nazwać to wydarzeniem w moich rodzinnych stronach (szczególnie nie ta strona Wisły), ale z wielką ochotą zapisałem się na event jako jeden z pierwszych. Początkowo niedowierzanie – co tam może być takiego niezwykłego?
No i cóż to był za event. Dla mnie nie był tylko skrzynkami i kolejnym wydarzeniem. Przyznam, że ostatnio keszersko się nieco wypaliłem. Nowa praca i wiele zmian w życiu sprawiało że kesze zaczęły mnie nie tyle co nudzić co wręcz na swój sposób drażnić. Oj momentami nie było miło. Szukałem od dłuższego czasu eventu albo wypadu który by mi przypomniał. Już od dawna tak przyjemnie nie zbierało mi się keszy tak jak w tym projekcie. Co chwila inny patent, inne ukształtowania terenu, cmentarzyki, las, bunkry. Ba! Nawet kolej! Przyznam że zostałem zaskoczony informacją o lokalnej wąskotorówce. A jako miłośnik kolei o nie jednej już słyszałem. Jednym z najprzyjemniejszych elementów wypadu był spacer nasypem kolejowym owej kolejki. Podobały się też maskowania, widać ogrom pracy. No i genialny urbex którego zwiedzać nie powinienem, a jednak tam wlazłem.

Tak bardzo nam się spodobało, że zostawiliśmy kesza ukazującego jeden z lokalnych obiektów, będącym jednocześnie naszym podziękowaniem dla autorów.

Powiedzieć, że dziękuję za serię to mało. Dziękuję za ponowne wzniecenie keszerskiego ducha. :)

Czarodziej

IMG_0046

Pierwotnie chciałem napisać jakiś dłuższy tekst, ale to, co otrzymałem od triPPera jest chyba najlepszym podsumowaniem całości:

4 lipca 2015. Od dawna wiedzieliśmy co będziemy robić tego dnia. Lista gości wydłużała się z każdym tygodniem. Zapowiadała się niezła impreza!
Plan był ambitny. No może nie tak ambitny jak u kolegi Kuriera, który namierzał się na FTFy w okolicach 4 nad ranem. Nasze rodzinne postanowienie: jedziemy skoro świt, jak tylko otworzymy powieki, to znaczy gdzieś tak koło 11 z samego rańca. Nie wyszło, ruszyliśmy skoro obiad, tak po 16. Powodem był niemiłosierny upał. Sięgał 35 stopni. Przed wyjazdem rzuciliśmy okiem na mapę satelitarną – kurcze tam są same pola, nie było szans na złapanie leśnego cienia.
Autostrada. Bramki podniesione, brak opłat (!!!). Noooo, niezłe chody ma nasz kolega organizator Kociewie. Gnamy przed siebie. Klimatyzacja rozwiewa nam włosy, tzn bardziej Kubackiemu i MychaK, niż mi.

Pierwszy punkt: „Węzeł hydrotechniczny Rybaki”. Podjeżdżamy. Spokój podjęcia zakłócają nam autochtoni. Z zaciekawieniem obserwują naszą fascynację płotem. „O zobacz, a tu jest zielony, a tam za zakrętem zardzewiały taki bardziej” – rzucamy co chwilę tekstami. Czekamy. Oni odpuszczają. Szybko namierzony sprzęt ”…yyyyyy, okey …”. Kubacki rusza tropem płotu i chwilę później wszystko się wyjaśnia :). Nooooooo, zapowiada się niesamowity projekt !!!
Drugi punkt to „Bateria artyleryjska Mały Garc” pilnowany przez elektrycznego pastucha. Tak więc, załoga na ziemię i czołgamy się pod pastuchem do okopów, tzn może tam kiedyś były i okopy. Delikatna zajawka eksploracyjna. Skrzynce towarzysz ciekawy rys historyczny, który został przez nas odczytany na głos.
Dzięki skrzynce „Mennonici” dowiadujemy się kim byli. Skąd się wzięli. Naszą wiedzę o nich pogłębił później jeszcze Pan Mariusz, żywa, otwarta kronika tych ziem. Ale wszystko po kolei.

Tuż przed samym eventem podjęliśmy jeszcze skrzynkę „Kalendarium Związku Wałowego”. Hmmmm, czy ma ktoś korkociąg :P ? Mieliśmy i podjęliśmy :)

DSCF3985

Na miejscu eventu przywitał nas tłumek uśmiechniętych twarzy. Znajomych i tych, które za chwile staną się znajome. Wtedy, też dowiedzieliśmy się o wypadku naszego dzielnego kolegi – Kuriera. Kolegi, na którego wszelkie ostrzegające tablice (że nie wolno, że grozi zawaleniem) działają jak przysłowiowa płachta na byka. No cóż. Zawaliło się. Dziękować, że to się tak skończyło. Ostrzeżenie. Chwila refleksji: „a może te tablice jednak coś nam chcą przekazać”. Kojoty stwierdził, że on też eksplorował dworek Rudolfa Dirksena, ale tak właściwie to czuł się tak trochę bardziej bezpiecznie – przecież teren został już rozminowany przez Kuriera – co się miało zawalić się zawaliło. Luzak :)

Chwilę później zostaliśmy porwani przez Pana Mariusza, pedagoga, historyka w jego świat. Świat Niziny Walichnowskiej. Świat w którym ludzie postanowili stawić czoła rzece i wyrwać z jej panowania ziemię, piędź po piędzi. Zrobili to, budując wały, budując kanały, budując rowy melioracyjne. Siłą ludzkich mięśni. Imponujące. Świat, w którym ludzi jednoczyły nieszczęścia powodzi, ale też świat w którym istniały głębokie podziały pomiędzy nimi. Niczym jak te rowy, które wspólnie budowali. Niemcy, Holendrzy, Polacy, bogaci, biedni, mennonici, protestanci, katolicy. Obok siebie. Na tym wąskim skrawku ziemi. Opowieść pochłonęła nas całkowicie.
Mieliśmy zostać do 23, wyjechaliśmy sporo po północy. Było, standardowo genialnie !!! I tak, jak wcześniej planowaliśmy przeznaczyć na projekt tylko jeden dzień, widzieliśmy, że jutro nie odpuszczamy :)

DSCF3974

Następnego dnia, też wyjechaliśmy po 16 (upał wciąż się utrzymywał). I tym razem, też Kociewie zadbał, aby bramki autostrady były otwarte na oścież (ależ chłop ma chody :P). Zaczęliśmy od skrzynki: „Kościół w Wielkich Walichnowach”. Świetnie maskowanie, uśmiech na twarzy :)
Narzędzie przy skrzynce „Panorama na Białą Górę” troszkę nas zaskoczyło. Co tylko sprawiło, że stała się dla nas jeszcze atrakcyjniejsza :). Zatrzymaliśmy się chwilkę na wale, aby popodziwiać panoramę. Z nieba zaczęły padać pierwsze krople. Na horyzoncie pioruny urządziły nam spektakl. Pięknie.

Kiedy podjechaliśmy na skrzynkę „Kuchnia, dawna wyspa wiślana” niebo wylało na nas ciężkie gęste chmury wody. MychaK z parasolem Kubackiego. Ja z parasolem MychaK. Kubacki, kierownik wyprawy, w samochodzie, wydaje nam polecenia. Ale że jak? Że gdzie ? Okoliczny elektryczny pastuch pogania nas :P. Udało się. Jest. Podoba się. Super patent.

Przed nami kilka skrzynek, które nie da się zdobyć „z samochodu”. Rodzinna narada. Planowanie. Decyzja podjęta. Kolejność ustalona. Trasa wyznaczona. Podjechaliśmy do Ciepłe. Trudny teren. Oj, nasłuchaliśmy się o nim, poprzedniej eventowej nocy. Psychicznie byliśmy przygotowani. Logistycznie też. Długie spodnie. Porządne buty. W plecaku litry wody. Tabliczki słodyczy. Ruszyliśmy.

Szliśmy łanem zbóż. Wiał delikatny wiatr. Łan falował. A my płynęliśmy. W oddali Wisła. Panorama na nizinę. O rany. Ależ pięknie. To są te właśnie te chwile, które łapiemy, by do nich wracać po latach. Z każdym krokiem było i piękniej i dramatyczniej. Kubacki wpadł w pokrzywy. Całkowicie go zakryły. Rzuciliśmy się z pomocą. Był dzielny. W życiu nie widziałem, tylu bąbli naraz. Biedny. W ramach pocieszenia dostał dodatkową porcję słodkości. A ja w myślach powtarzałem, czemu Kociewie nie wspomniał w opisach o dodatkowym sprzęcie: maczeta. Normalnie Wietnam.

DSCF3165

Na końcu ścieżki czekała nas nagroda. Przepiękna, przecudna panorama. WOW. Najpierw falujące łany zbóż. A teraz taki widok. Nawet Kubacki zapomniał o bąblach na rączkach. Siedliśmy przy stole i napawaliśmy się. Głośno odczytaliśmy opis walki polskiej husarii. Pokazywaliśmy sobie z Kubackim gdzie byli nasi, a gdzie Szwedzi. Pięknie było. Idealne zakończenie dnia.
Dwa dni fantastycznej zabawy. …a wszystkich, którzy wahają się, czy warto …, zapewniam WARTO. Jeżeli lubicie patenty, jeżeli lubicie skrzynki osadzone w historii, jeżeli lubicie przepiękne widoki – ta ścieżka jest właśnie dla Was. Polecamy ją Wam z całego serca.

triPPer

I takim sposobem wyszła nam praca zbiorowa. Mam nadzieję, że zachęci Was do przyjazdu na Nizinę Walichnowską na geościeżkę „Na wąskiej ziemi”.

I jeszcze podziękowania. Mimo, że skrzynki założył „kociewie”, to jest to praca i wsparcie wielu osób i instytucji:

:: Panu Mariuszowi Śledziowi za wsparcie merytoryczne, odbieranie setek czasami bzdurnych telefonów oraz za opowieści na evencie;
:: Agnieszce za to, że zniosła ponad miesięczny bałagan w domu, walkę o każdy kawałek blatu w kuchni – czy ważniejszy garnek, czy wkrętarka oraz za pomoc w tworzeniu maskowań;
:: Pani Dyrektor SP w Małych Walichnowach Blandynie Stefańskiej za użyczenie bazy na event;
:: LGD Wstęga Kociewia za wsparcie nas w kwestii poczęstunku;
:: Panu Markowi Modrzejewskiemu za osobiste zaangażowanie w przedsięwzięcie;
:: Panu Burmistrzowi Patrykowi Demskiemu za zaangażowanie oraz wsparcie nas gadżetami;
:: Ks. Zbyszkowi Gełdonowi za możliwość nagrania i emisji radiowej „zajawki” o imprezie;
:: Julce (hakuna matata) za zorganizowanie zabawy w grę mankala;
:: Krzysztofowi Urbanowi za informatory i „Gniew Husarii”;
:: Baloniarzowi za inspirację i niedopuszczenie do pójścia na łatwiznę.

Maciej /kociewie/

Komentarzy: 3 .

  1. Czarodziej pisze:

    Jej jestem sławny… :)

    P.S triPPer – ten pastuch by Cię nie kopnął – Aris potwierdzi. ;]

  2. Kika pisze:

    Byłam – potwierdzam było super jak w opisie. Nas niestety upał zmógł i nie dane było nam dokończyć ścieżki. Tym bardziej cieszymy się na zapowiedź jej kontynuacji – będziemy mięli nowe kesz i jeszcze kilka starych do nadrobienia;)
    P.S. Myśmy przez pastucha skakali, jakoś nikt nie chciał sprawdzić na sobie czy działa ;)))

Dodaj komentarz


Możesz dołączyć zdjęcie do komentarza klikając tutaj.

OC

OpenCaching w Polsce

STRONA GŁÓWNA | FORUM | ABC GEOCACHINGU