TUTORIAL – Logbook a’la maryush
maryush, 10 stycznia 2012

Jako że niedawno mieliśmy Święta – czas darmowej dystrybucji dóbr wszealakich, więc i ja postanowiłem skorzystać z franczyzy Świętego Mikołaja i dostarczyć Wam, Kochani, prezent.

Niestety, po przeanalizowaniu statystyk wychodzi na to, że nie byliście w tym roku grzeczni. Kesze chowaliście w miejscach trudnodostępnych, quizy robiliście trudne, a spojlery to takie dawaliście, że w ogole nic nie podpowiadały. Dlatego nie zasłużyliście na prezenty, tylko na rózgę. Geokeszową rózgę ma się rozumieć. W roli geokeszowej rózgi wystąpi…

Tutorial robienia logbooków

Teraz już żadna keszerka i żaden keszer nie będzie mógł powiedzieć, że nie potrafi zrobić logbooka, że nie wie jak, że zupa za słona, a trawa za zielona. Koniec, skończyło się trzaskanie jednego wzorku na ksero, teraz trzeba się będzie przykładać!
Na Wasze jednak szczęście, serce mam dobre i poczciwe, a i Was sympatią darzę. Dlatego nie będą to żadne hardkory, ale praca łatwa, prosta i przyjemna. Na cuda-wianki jeszcze przyjdzie czas, MWAHAHAHAHA!

Do rzeczy.

Logbook. Znaczy się book z logami. Logi dostarczają Znalazcy, a my mamy dostarczyć ten book. Book to książka, książeczka, a nie kawalątek karteczki jak to się czasami widuje. I teraz nauczymy się taką książeczkę tworzyć.

Książeczka to jest…?
Zgadza się – książeczka to karteczki i okładeczki. Bardzo dobrze Kowalski, siadaj, dostateczny.

Okładeczkami zajmiemy się później, najpierw zaprojektujemy karteczki.

Geokesz ma jakiś temat, przynajmniej zazwyczaj. Niech nasz logbook będzie nawiązywał do tego tematu, niech będzie unikatowy, niech ma duszę, niech…! Że co? Że do rzeczy, tak? No dobra, dobra…

No to szybciutko – bierzemy program graficzny jaki kto tam ma pod ręką/myszką/klawiaturą (ja mam Corela, ale inne też się nadadzą, nawet w Wordzie się da) i robimy tak:

1. Wymyślamy jakiego rozmiaru będzie nasz logbook. Zapamiętujemy, ale nie mówimy na głos. Liczymy sobie, ile razy pojedyncza karteczka takich rozmiarów zmieści się na stronie A4, o ile na takich stronach będziemy drukować. W naszym przykładzie logbook będzie rozmiarów 12×9 cm.

2. Rysujemy sobie prostokąt. 12×9 cm zmieści się ładnie 4 razy na kartce A4, więc prostokąt będzie wymiarów 24×18 cm (4 karteczki)

3. Dzielimy sobie prostokąt na 4 karteczki, dodajemy zaznaczenie części na szycie booka (żeby tam nic nie pisać bo i tak będzie niewidoczna) i zaczyna się zabawa.

4. Pierwszą stronę przeznaczamy na stronę tytułową – wpiszemy tam jakieś górnolotne słowo. Losowo wybrałem słowo „Logbook”, ale możecie trafić np. na „Sputnik” – to też bardzo górnolotne słowo, chociaż tylko do czasu.
 Druga strona – informacje co to (że kesz o nazwie ….), kto to (że myśmy to sprawili), kiedy (że kiedy) i kontakt (że w razie skarg i zażaleń, wniosków, pochwał i nagród Nobla pisać na Berdyczów).
 Trzecia i czwarta strona – info o keszingu – co to za ustrojstwo i dlaczego to takie fajne. Po naszemu i po obcemu, żeby jak turysty znajdą, to wiedzieli, że to kesz, a nie np. tradycyjny ludowy wyrób kurpiowski.
 Może być strona piąta – miejsce na honorowych pierwszych znalazców (aka betasaperów, znaczy się betatesterów). A dalej to już normalne stronki.

5. Uładniamy, lub też nawiązujemy. Uładniamy logbook, a nawiązujemy do tematu kesza. Nasz przykład to kesz o czołgu w mieście Różan. Skoro tak, to walimy obrazki czołgów, herby Różanów, loga geokeszów. Cuda-wianki i ogólnie cepeliada, ale lud to lubi, to i kupi. Na „normalnych” stronkach też można coś zasadzić, niech się cieszą.

6. Certyfikaty. Jak już mamy program odpalony i grafik tematycznych pół worka, to możemy od razu trzasnąć certyfikaty FTF do kompletu. Nam nie ubędzie, a radość znalazcy się w ocenę pozytywną skrzynki zamienić może, jeśli tylko wiatr północno-zachodni wiał będzie, a czarny kur zapieje trzy razy.

Jak już po sześciu godzinach znudzi nam się zmienianie obrazka na stronie tytułowej i przestaniemy odczuwać róznicę między fontem nr 1873 a 2549 i wszystko i tak na powrót napiszemy Arialem, to możemy sobie poprojektować też logbooki o innych wymiarach (bo będą do pojemników innej wielkości) i o innym wyglądzie, bo, choć to może szleństwo, być może kiedyś założymy jakiegoś kesza o innej tematyce niż czołg. Bo czołgów jest dużo i starczą nam na długo, ale takie np. mosty tez są fajne, jak mawia pewien keszer.
Z takiego znudzenia wychodzą wtedy takie głupoty:

Kiedy już nie możemy na te nasze wypociny patrzeć (vel „jestśmy zadowoleni z efektu naszej pracy”) to szukamy najbliższej drukarki i sru! to wszystko na papier! Z takim papierowym naręczem półproduktów w garści możemy przystąpić do zasadniczej części zabawy czli do:

PART 2 – Teksańska masakra… wiertarką mechaniczną.

W dzisiejszym odcinku naszego programu nauczymy się jak gotować lasagne. Nie chcecie? Nie to nie, łaski bez, za karę nauczę Was szyć.
Wolicie szyć kiecki, szyć logbooki czy szyć z łuku? Logbooki wolicie?
OK, zatem logbooki szyte będą.

Po poprzednm odcinku naszych spotkań z cyklu „zrób to sam i udawaj że ci się podobało” mamy wydrukowane kartki z naszym wypieszczonym wzorkiem logbooka:

Teraz przygotowujemy narzędzia. Potrzebne nam będą:
– jakaś podkładka do cięcia – ja używam modelarskiej, bo znudziło mi się cięcie ton starych magazynów kolorowych. Teraz się zastanawiam, jak ja tyle lat żyłem bez takiej maty do cięcia ;)
– nożyk do tapet, przedstawiać delikwenta chyba nie trzeba.
– linijka, najlepiej metalowa. Plastikowe i drewniane niespecjalnie lubią jak im ktoś obok ucha macha ostrym majchrem i bardzo szybko z tej zgryzoty dostają zmarszczek, rys i tracą swój prostolinijny charakter.
– piwo i otwieracz. Dają plus 10 do przyjemności z roboty.

Potem będą nam jeszcze potrzebne:
-klipsy biurowe (bo silne) lub choćby takie do prania. Będą trzymać książeczkę w kupie, kiedy będziemy jej robić odwierty/lobotomię
-wiertarka. Może być zwykła (raczej bywa w domach), ale minitoole modelarsko-majsterkowiczowskie typu Dremel też się dobrze sprawdzają. Wiertatki są mocniejsze, za to minitoole lżejsze, więc łatwiej nimi operować. Co kto lubi i co kto ma.
-wiertełko. Takie ok 2mm, ale to zależy jak grubą nicią/sznurkiem będziemy szyli.
-kawałek deski jako podkładka do wiercenia. Powiercony stół w jadalni kiepsko wygląda i rodzina mogłaby nie wykazać się zrozumieniem.
-gruba nić, sznurek, dratwa, zależnie co kto ma i co komu pasuje do założeń projektu i poczucia estetyki.
-igła groszówa, taka żeby nasz sznurek dał się w tę igłę nawlec i żeby przechodziła przez nawiercone dziurki
-jakiś materiał na okładki. Może być cokolwiek, byle trochę sztywniejsze i trwalsze niż papier, w końcu okładka ma chronić te karteczki. Ja używam co mi tam wpadnie w łapy – kawałki skóry, skaju ze starej kanapy albo walizki do wyrzucenia, kawałki dziurawego pontonu, czasem deseczki, a nawet kawałki brezentowo-gumowanego worka na piasek. Warto żeby okładka pasowała do projektu/tematu kesza.
-drugie piwo. Otwieracz może być ten sam.

No to jedziemy z tym koksem!

0. Otwieramy piwo i dokonujemy degustacji. Powtarzamy. Między dalszymi punktami pracy powracamy w razie potrzeby do punktu 0.

1. Używając nożyka i linijki tniemy nasze wydruki na pojedyncze karteczki logbooka. Przestrzegamy przepisów BHP – nie obcinamy sobie palców, bo plamy z krwi na logbooku brzydko wyglądają. Przycinamy też kompanię karteczek szeregowców – tam będą się wpisywać wdzięczni Znalazcy naszego kesza.

2. Możemy od razu pociąć też inne nasze projekty. Praca „taśmowa” ma swoje zalety – nie zmieniamy co 5 sekund narzędzia w ręku, więc obniżamy nasz poziom szaleństwa.

3.Przycinamy nasze okładki do rozmiaru który potrzebujemy. Są dwa rozwiązania – można zrobić okładkę z jednego kawałka – przód, tył i krawędź jest jednością. Wtedy wymiary takiej okładki to wysokość logbooka X (podwójna szerokość logbooka + podwójna grubość logbooka). Można też olać krawędź i przód oraz tył okładki zrobić z dwóch osobnych kawałków. W przykładzie wybieramy bramkę nr 1.

4. To samo z innymi logbookami, którymi się dziś bawimy – różne rozmiary, różne materiały, dla każdego coś miłego. Żeby się okładka i logbook trzymały w kupie –  ściskamy je klipsami biurowymi

5. Teraz to co tygryski lubią najbradziej – wiertary w dłoń i borujemy!  :D
Mały hint – żeby dziurki były w miarę równomiernie rozmieszczone (i ścieg był równy i estetyczny) zrobiłem sobie wcześniej takiego małego pomocnika z plastikowej linijki. Po prostu nawierciłem w niej kilkanaście otworów w centymetrowych odstępach. Dzięki temu podczas wiercenia dziurek w logbooku mam dokładnie wskazane miejsce gdzie dziurka powinna wypaść.
Procedura wiercenia: najlepiej logbook czymś przytrzymać od wierzchu (ja mam ww. sajdkika), żeby dziurki miały równe brzegi. Od dołu będzie OK – logbook będzie przyciśnięty do deseczki.
WAŻNE! Wiertarkę, o ile nie jest akumulatorowa,  należy przed uruchomieniem włączyć do prądu. Bez tego praca zajmie nam o WIELE więcej czasu.
OK, trzymamy sobie nasze ustrojstwo (aka ukochane dziecko) na deseczce, odpalamy narzedzie zagłady i jedziemy – dziurka po dziurce. Nie wiercimy zbyt dużo, to nie ma być szwajcarski ser. Na paluchy też uważamy, mogą się nam jeszcze kiedyś przydać.

6. Po nawierceniu efekt powinien być mniej więcej taki. Nie przejmujcie się jeśli u Was wyszła inna ilość dziurek, to nie jest kluczowe dla powodzenia operacji.

7. Bierzemy się do szycia. Nawlekamy igłę, koniec nici unieruchamiamy np. węzełkiem i jak na ZPT w podstawówce – wężykiem, wężykiem Jasiu. Tu mała refleksja – jak już zakumamy o co kaman, to możemy sobie ściegi kombinować – a to na okrętkę, a to co drugi, powrotny i co tam komu przyjdzie do głowy. W tej chwili zaprezentujemy najbanalniejszy sposób – góra, dół, góra, dół.

Kiedy dojedziemy do końca robimy nawrotkę i szyjemy po tych samych dziurkach po raz drugi, ale teraz z przeciwnym zwrotem.

8. Po przeszyciu w te i nazad logbook wygląda tak:

Robimy jakieś zakończenie nici – np. węzełek. Możemy też dodatkowo zabezpieczyć go przed rozwiązaniem dodając kropelkę kleju.

Po skończonej pracy i trzech piwach efekty przechodzą nasze najsmielsze oczekiwania, a z geokeszowego nieba spływa  na nas łaska i samozadowolenie. Oczy nasze cieszą leżące przed nami owoce naszych trudów:

Ten błogostan mąci jedynie kiełkujaca gdzieś głeboko świadomość, że to wszystko i tak pójdzie „do ziemi”…
Dziekuję za uwagę i zapraszam na nastepny odcinek, w którym nauczymy się:
Jak zrobić geokesza z supertankowca?
i dowiemy się
Dlaczego woreczki strunowe z żelazobetonu się nie sprawdzają?

Pozdrawiam
Toczykotwica Słodowy

W kategoriach: Tutoriale
Tagi:
Rekomendacje: 22

Komentarzy: 13 .

  1. chinczyk pisze:

    Wszystko jest mega dobrze , ale screeny są za szerokie. Po za tym pierwsza klasa

  2. meteor2017 pisze:

    Śmiech to zdrowie :-) A z takiego tutoriala sam pewnie kilku rzeczy bym się nauczył, zwłaszcza że z WordPressem nie miałem dotąd do czynienia (tylko z innymi platformami blogowymi).

    Zerknąłem jak to tu wygląda i – jak klikniesz w obrazek w edytorze wizualnym. to pojawią się ikony i jedną z nich przechodzisz do edycji obrazka. Tam masz zmniejszanie procentowe, a jak przejdziesz do zakładki zaawansowanej edycji, to masz możliwość ręcznie ustawić rozmiar.
    Inna mozliwość, to przełączyć się na edytor html, to możesz bezpośrednio w htmlu to zrobić.

  3. MoCker pisze:

    Mało, że podpatrzyłem kilka sprytnych rozwiązań, to uśmiałem się czytając tego tutka jak głupi :D
    Elegancki tutorial. Wielkie dzięki.

  4. Siersciuch122 pisze:

    Czy Kolega przypadkiem nie tworzył prac do Active Reader w Młodym Techniku ? :D

  5. Tataminiakus pisze:

    Świetny poradnik! Mam nadzieję, że to zwiastun większej serii. ;-)

  6. gusiek1 pisze:

    Nie widzę obrazków :(
    Chciałam Młodemu takie porobić – niech sie cieszy :)

  7. geryint pisze:

    Tekst świetny, ale obrazków ni ma i przez to nie wiem czy to piwo nalewać do czegoś czy walić z gwinta?

Dodaj komentarz


Możesz dołączyć zdjęcie do komentarza klikając tutaj.

OC

OpenCaching w Polsce

STRONA GŁÓWNA | FORUM | ABC GEOCACHINGU